Życie jest dla niektórych darem ,dla innych przekleństwem.

Witam Was, po dość długiej przerwie.
Ostatnio życie dało mi mocno w kość, mianowicie oszalałam i psychicznie umarłam.
Wiem, że dla wielu osób choroba psychiczna jest czymś zabawnym, ale stwierdziłam wraz z moim psychiatrą, że nie mogę się tego wstydzić.
Postanowiłam więc opowiedzieć Wam, coś w skrócie.
Chce pokazać innym, że nie warto wierzyć stereotypom.

Od 4 tygodni jestem na hospitalizacji ,oddziału zamkniętego szpitala psychiatrycznego.
Co ja tam robię? Długo sama nie chciałam o tym myśleć, ale nadszedł mój czas.
Nie chciałam się przyznać przed sobą, do problemu.
Jestem chora, mam zaburzenia depresyjne, nerwice, stany lękowe, psychopatyzm i podejrzenie schizofrenii.
Brzmi to jak żart? Niestety nim nie jest.
Wydaje mi się, że możecie teraz myśleć; "hah jaka wariatka! ,psychopatka! "
Nic w tym dziwnego, sama tak na początku myślałam, ale dopiero teraz widzę mój błąd.
Trafiłam tam po próbie samobójczej, nie była ona moją pierwszą, ale chciałam by była ostatnią, po prostu już nie widzę wyjścia.
Wpierw powiedziałam tylko 3 osobą gdzie jestem i co się dzieje, ale nie przemyślałam, że nikt nie chce się zadawać z wariatką.
Jedna z tych osób postanowiła powiedzieć wszystkim, i tak w niecałe 2 tygodnie straciłam 2/3 tak zwanych "przyjaciół", chłopak który ponoć mnie kochał, nie odzywa się do mnie od dobrych 3 tygodni, wszyscy powoli mnie zostawiali, aktualnie jest ze mną pewnie z 5 osób.
Wstydziłam się tego wszystkiego, czułam strach, że się ze mnie śmieją.
Nie odzywałam się do nikogo, nie odpisywałam na żadne wiadomości, bałam się.
Wtedy dużo myślałam i wydaj mi się, że byłam w błędzie.
To jakby ktoś wstydził się cukrzycy.
Ludzie często nazywają nas psychicznymi, to prawda, ale oni nie wiedzą paru spraw.
My też jesteśmy ludźmi, tylko życie się nam skomplikowało i sobie nie radzimy, ale to nie jest tak, że jesteśmy gorsi, tylko przeżyliśmy najpewniej więcej, czasem trudno podnieść się któryś setny raz z kolei i wyjść z tego bez szwanku.
I wcale nie jest nam łatwiej, gdy wszyscy się nabijają i wyzywają.
Poznałam tam wspaniałych ludzi, dzięki którym bardzo dużo zrozumiałam i wiem już, że ci którzy mnie zostawili nie byli warci i tyle, mam tam wsparcie którego tak bardzo potrzebowałam i już nie czuje się inna, ani samotna.
Nie boje się też co powiedzą inni, mówię wprost gdzie jestem i co się dzieje.
Ponieważ to nie jest powód do wstydu, każdy ma problemy większe, mniejsze,ale one są i nie znikną od tak.
A przyznanie się do tego, to pierwszy krok do tego by były one mniejsze, kiedyś.

Mam nadzieje, że choć trochę zmieni ten post myślenie niektórych na ten temat.
Chce też powiedzieć, że nie mam pojęcia kiedy mnie wypuszczą, przez co również nie wiem co ile będę pisała, mam nadzieje, że to rozumiecie i będziecie wyrozumiali dla mnie. :)
Postaram się co przepustkę coś napisać, choć ostatnio również nie mam weny.


Dzięki za uwagę i życzę miłego dnia :))
Karolina.





1 komentarz :

  1. Na pewno nie uważam Cię za gorszą przez Twoje choroby.
    Gdy ciało zawodzi, pozostają emocje i charakter.
    Trzymaj się, kochana!

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prosimy, aby komentarze przez Was zamieszczane były kulturalne, napisane poprawną polszyzną oraz żeby nie zawierały wulgaryzmów lub bezpodstawnej krytyki. Chciałybyśmy abyś umieścił w nim swoje zdanie na dany temat, ale w sposób poprawny leksykalnie, gramatycznie i ortograficznie. Prosimy też o dużą argumentację swojego komentarza. Spamowi mówimy pa! ;)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka